W nowym roku nowych szlaków!

Desktop44

Reklamy

Mirów – Bobolice – górą i dołem wzdłuż „grzędy mirowsko – bobolickiej”

    Dzisiejszy wpis to dokończenie poprzedniego, końcówka długiej, pieszej wyprawy z Żarek do Mirowa i Bobolic. Zainteresowanych szczegółami i opisem wcześniejszej trasy zapraszamy do zajrzenia do wcześniejszego wpisu blogowego.

Doszliśmy do wspomnianego Mirowa – małej wsi jurajskiej w gminie Niegowa, kojarzonej głównie z ruinami średniowiecznego zamku oraz z okolicznymi wapiennymi skałami rozsianymi wzdłuż tzw. „Grzędy Mirowskiej”. Na początek krótki przysiad przy ruinach zamku w Mirowie i odpoczynek po wcześniej przebytej trasie. Zamek w Mirowie to jeden z jurajskich „Orlich Gniazd”, średniowiecznych warowni strzegących południowej granicy. Obecnie zamek ten jak też sąsiedni w Bobolicach znajduje się w posiadaniu prywatnego właściciela i podlega stopniowej odbudowie…

DSC07697

 

Ruszamy dalej partią szczytową tzw. „Grzędy mirowsko – bobolickiej”, zgodnie za „czerwonym”, pieszym szlakiem w stronę Bobolic. Przed nami rozciągają się przepiękne widoki z licznymi „ostańcami” na pierwszym planie.

Szlak prowadzi wyraźną, przechodzona przez miliony stóp ścieżką typową dla jurajskich terenów…teren podnosi się i jednocześnie spotykamy coraz więcej, coraz to bardziej wyższych wapiennych „ostańców”. Tutaj to właśnie doskonale widzimy jak kształtowała się Jura, jak ukształtowało się tzw. dno „jurajskiego morza”. Mijamy kolejne, pięknie „rzeźbione” skały, co jakiś czas zatrzymujemy się na kilku „z góry upatrzonych” punktach widokowych, tzw. wychodniach skalnych i podziwiamy widoki…

Dochodzimy do kulminacyjnego miejsca „grzędy” skąd widać już kolejne „Orle Gniazdo” czyli zamek Bobolice…Piękny, słoneczny to był dzień…jesienne kolory pięknie „grały” a zatem i widoki nabrały bajkowego charakteru…

Powoli teren obniża się, dochodzimy do miejsca skąd doskonale już widać wspomniany zamek „Bobolice”.

DSC07689

Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów i dochodzimy do bramy zamku. Tutaj oczywiście nastąpił dłuższy przysiad, czas na fotki, krótki odpoczynek w cieniu drzew z widokiem na zamek i skałę zwaną obecnie „Bramą Laseckich”.

DSC09007

Niestety czas nagli, musimy ruszam z powrotem w stronę Mirowa gdzie za godzinkę mamy powrotnego busa. Schodzimy ze zbocza zamkowego i podążamy ponownie na „Grzędę”.

DSC07719

Tym razem jednak nie trzymamy się szlaku „czerwonego” i nie idziemy górą „Grzędy” lecz robimy małe koło i podążamy dołem wzdłuż całego masywu skalnego najeżonego mnóstwem pięknych „ostańców” znanych i popularnych w środowisku wspinaczkowym. Mijamy m.in jaskinię „Sucha”, groty: ‚Stajnia” i „Obora”, wybitne skały: „Skrzypce”, „Klawiatura”, „Turnia Kukuczki”, „Trzy Siostry”, „Studnisko” i wiele innych.

Niestety…z braku czasu nie robimy „posiadówek” w tym pięknym rejonie lecz szybko podążamy w kierunku Mirowa by tam jeszcze choć chwilę u podnóża ruin zamku posiedzieć i ostatni raz podziwiać widoki…

Czas zleciał..to była piękna wycieczka, pogoda jesienna wyjątkowo dopisał, mnóstwo wrażeń, zdjęć i przy okazji torba grzybów…bo akurat po drodze się trafiły…:)

Pozostało nam tylko dojść przez wieś na przystanek gdzie wkrótce nadjechał bus do Myszkowa…

Zachęcamy do powtórzenia naszych tras i do zaglądania na naszego bloga 🙂

Żarki – Leśniów – Czarny Kamień – Łutowiec – Mirów

Jesienna pogoda jeszcze nas rozpieszcza, więc korzystamy, póki się da. Nie zdarzyło się chyba, by w październiku chodzić z krótkim rękawkiem, ale w ostatnią sobotę tak było właśnie. Postanowiliśmy wybrać się do Mirowa. Busem z Myszkowa udaliśmy się do Żarek, by stamtąd już piechotą (jak zawsze zresztą) udać się zaplanowanym szlakiem w drogę. Żarki to niewielkie, ale bardzo „klimatyczne” i „wiekowe” miasteczko.

Ulicą Leśniowską, dochodzimy do Sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej Patronki Rodzin. Zadbane, nastrojowe miejsce, z murowanym klasztorem użytkowanym przez zakon paulinów.

Następnie, skręcając w prawo obok gościńca, w lokalną ulicę, która powoli przechodzi w polno-leśną drogę udajemy się dalej. Wychodząc już na prawdziwie polne tereny, widzimy, że po prawej stronie wąwozu, jakim idziemy, pojawiają się niewielkie skałki. Zbaczamy więc na chwilę, by do nich dojść. Usadowione na niewielkim wzgórzu stanowią bardzo ładny punkt widokowy na okoliczne pola ubarwione już jesiennymi kolorami. 

Wracamy na ścieżkę, i dalej w stronę lasu, gdzie już „niebieskim”, pieszym szlakiem idziemy w kierunku wzgórza „Czarny Kamień”. Po drodze, o dziwo, udaje nam się zebrać trochę grzybów, bo piękny las nam się trafił. 

Wzgórze „Czarny Kamień” okraszone ostańcami wapiennymi ma swoistą aurę tajemniczości. Sama formacja skalna ze schroniskiem jest niezwykle ciekawie rzeźbiona i to tu spędzamy dłuższą chwilę.

Kolejnym punktem naszej wycieczki jest wieś Łutowiec i formacje skalne skupione w tym rejonie. Widokowo rewelacja, „wspinaczkowo”, jak widać, również. Chwilowa „posiadówka” na skale „Strażnica” i podziwianie okolicznych widoków uświadamia nam jak długi dystans już przeszliśmy. Ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy na Łutowcu zakończyli.

Po krótkim odpoczynku, ruszamy dalej, mijając kompleks skał „Łysej”, z której roztaczają się znów piękne widoki, oraz „Barak” z białym krzyżem na szczycie i powoli wychodzimy z Łutowca.

Tu już tylko kawałek (zawsze te 2 km..) szosą i jesteśmy w Mirowie. Zamek jawi się dość „nieuporządkowany”, niby trwały jakieś prace, ale zostały chyba już jakiś czas temu zaniechane, nie wygląda to dobrze, ale sam zamek z daleka przynajmniej robi wrażenie. 

To oczywiście nie koniec tej wycieczki. „Podzielimy” jednak ją na dwie części…Ciąg dalszy w kolejnym wpisie, który już wkrótce

zdjęcia: weekendnaszlakublog

Klucze – Pustynia Błędowska – Chechło – Rodaki – Żelazko

Kolejną z sierpniowych sobót spędziliśmy w zupełnie nowym dla nas miejscu. Po raz pierwszy odwiedziliśmy Klucze w powiecie olkuskim. Bardzo nam się tam spodobało. Jak tylko wysiedliśmy z PKS’u poczuliśmy dobrą energię. Naszym pierwszym celem był punkt widokowy „Czubatka”, skąd rozciąga się widok na „Pustynię Błędowską”. Ale zanim dotarliśmy na „Czubatkę” rozejrzeliśmy się nieco. Chyba najstarszym zabytkiem, jaki znajduje się w Kluczach jest Pałac Dietlów z 1905r, – to bardzo ładny, choć nieco zaniedbany budynek z wieżyczką, w którym kiedyś mieściła się również Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska”.

Niedaleko znajduje się również niewielkie wzgórze z ostańcami, z którego rozciąga się widok na Klucze, „Pustynię Błędowską” i górujący kościół Najświętszej Maryi Panny Nieustającej Pomocy z 1938r. Wzgórze ma kilka nazw, z jakimi spotkaliśmy się analizując mapy papierowe i te internetowe: „Maśnica”, „Piecki” lub „Myślenica” – warto chwilę tam posiedzieć, gdyż widoki są piękne, a niedaleko są również inne poukrywane skałki i schroniska, do których musimy powrócić.

Samo wzgórze „Czubatka”, do którego prowadzi dość strome podejście asfaltem, ma 382 m. Na jego szczycie stoi kapliczka, wieża obserwacyjna, a „widokowo”, oprócz samej pustyni przy dobrej widoczności, można dostrzec szyby kopalni rud cynku i ołowiu „Olkusz Pomorzany”, kominy huty „Katowice” w Dąbrowie Górniczej, elektrownię „Siersza” w Trzebini, no i oczywiście obszar poligonu wojskowego. Przyznaliśmy zgodnie, że widok pustyni z góry robi wrażenie.

Z dołu, wrażenie było nieco mniejsze, gdyż pustynia zarasta i właściwie to za kilka / kilkanaście lat z pojęciem „pustynia” nie będzie miała wiele wspólnego. Po zejściu z punktu widokowego na Czubatce udało nam się trafić na kilka chwil na jej piaszczyste tereny.

Następnie leśnymi drogami, czerwonym szlakiem, udaliśmy się w kierunku wzgórza Rudnica usianego skałkami, niestety zniszczonymi, „pomazanymi” sprayem przez nieszanujących przyrodę ludzi. Szkoda, bo to ładne miejsce.

W dole znajdują się stawy „Zielony” i „Czerwony”, to pozostałości po szybach kopalnianych, pospacerowaliśmy brzegiem i ruszyliśmy dalej. Po drodze złapał nas deszcz, więc schroniliśmy się w altance przy pobliskim stawie rybnym.

Chwilę później, ruszyliśmy dalej i mijając po drodze ukryty w lesie cmentarz wojenny z 1914r.

Wreszcie dotarliśmy do kolejnego celu naszej wędrówki: punktu widokowego na „Pustynię Błędowską” o nazwie „Dąbrówka” z platformą widokową i kolorowo pomalowanym bunkrem. Znajduje się on już w Chechle, tuż przy poligonie wojskowym. Tutaj pustynia zrobiła na nas duże wrażenie, o wiele większe, niż z pierwszego miejsca, w którym ją widzieliśmy. Nie jest to może tak rozległy widok jak z „Czubatki”, ale można tu poczuć klimat prawdziwej pustyni. To głównie tu, w północnej części, mają teraz miejsce skoki spadochronowe, a wiele lat temu odbywały się manewry NATO. Warto wspomnieć również, że w czasie II wojny światowej ćwiczyły tu oddziały Afrika Korps.

Po krótkim odpoczynku udaliśmy się przez wieś Chechło z symbolicznym wielbłądem w centrum, do wsi Rodaki, aby stamtąd już czarnym szlakiem, zaliczając jeszcze po drodze wzgórze Świniuszka (488 m), dojść do wsi Żelazko i zdążyć na busa do Zawiercia. Końcowy etap naszej wycieczki był dość „hardkorowy”, szybkie tempo, długa odległość do pokonania, ale za to przez jedne z piękniejszych widokowo miejsc: wzgórze między Chechłem a Rodakami.

To była jedna z tych dłuższych, pieszych wycieczek, po której na drugi dzień leczyliśmy rany na stopach, ale pogoda dopisała, odwiedziliśmy nowe miejsca, do których chcemy wrócić i ogólnie było świetnie. Warto!

zdjęcia: weekendnaszlakublog

Pilica – Smoleń – „Zegarowe Skały” – czyli na szlaku „jaskiniowców”

Dzisiaj zaległość lipcowa, wypadkowa dwóch podobnych tras w rejon Smolenia i miejscowości Strzegowa. Celem były odwiedziny znanych już terenów i odkrycie nowych, mniej znanych. Trasa wiodła częściowo szlakami ale w dużej mierze polami, miedzami, łąkami i lasami często błądząc jak to my 🙂 A, że to był lipiec (początek), słoneczne, kolorowe dni, pola i łąki w rozkwicie…zatem pięknie było…

Naszą wyprawę rozpoczęliśmy od miejscowości Pilica – gminy tegoż rejonu, skąd „czerwonym” szlakiem, mijając najpierw zalew, podążyliśmy w stronę widniejącego w oddali zamku w Smoleniu.

Szlak prowadzi początkowo wzdłuż szosy, lokalnej drogi krajowej a następnie skręca w las by po krótki czasie wyprowadzić na polną drogę z widokami na pola i smoleński zamek w oddali.

Dochodzimy wreszcie pod zamek i robimy chwilowy odpoczynek…ostatnia analiza trasy, spojrzenie na mapę i dalej w drogę…Mijając zamek skręcamy za „czerwonym” szlakiem w kierunku przysiółka Podlesie, kierując się w stronę „Zegarowych Skał” – pięknego kompleksu skalnego, kryjącego w sobie mnóstwo efektownych „ostańców”, schronisk, jaskiń i punktów widokowych.

Idziemy „Doliną Wodącą”, po jakimś czasie opuszczamy „czerwony” szlak i skręcamy w lewo ku widniejącym ponad lasem „Zegarowym Skałom”, do których prowadzi teraz szlak „zielony”. Dochodzimy wreszcie do „centrum” „Zegarowych Skał”, gdzie delektujemy się prawdziwa ucztą jurajskich artefaktów, mijamy jaskinię „Zegarową” i inne schroniska,  sycimy oczy pięknymi, efektownymi skałami…

Punktem kulminacyjnym tego rejonu jest efektowna, duża i w pełni dostępna jaskinia „Jasna”, która sama w sobie jest pięknym obiektem, ponadto oferuje piękny punkt widokowy, nie łatwy do wejścia ale warto się potrudzić i zrobić trochę ładnych fotek…

Po dłuższym pobycie w tym urokliwym miejscu, ruszamy dalej…naszym celem jest odnalezienie tzw. „szlaku jaskiniowców” i znajdujących się na nim kolejnych „obiektów”. okazuje się, że nie jest to takie proste…bowiem wspomniany szlak to wielka „lipa”…istnieje na mapach a w praktyce go nie ma, przynajmniej od strony jaskinie „Jasnej”. Pojawia się on dopiero w rejonie grodzisk „Chłopskie” i „Pańskie” o czym później…A teraz zaczynamy nasze błąkanie…nie używamy internetu i GPS, korzystamy tylko z map papierowych, które są niedokładne a często mylące…ale nic to, idziemy dalej. Kolejnym celem na tzw. szlaku „jaskiniowców” jest następne wzgórze ze skałą „Krzywość”. Z pewnymi trudami ale jednak udaje nam się dojść do tej efektownej jak się okazuje grupy skał a jednocześnie doskonałego punktu widokowego na okolice, od Smolenia aż po Strzegową. Tu nastąpił tradycyjnie dłuższy postój, czas na odpoczynek (upał doskwierał) i czas na fotki…

Ruszamy dalej, sporo do odkrycia przed nami…Idziemy dalej szlakiem „jaskiniowców” ale już bez oznaczeń tylko na czuja i wg. mapy…kierujemy się polami i miedzami w stronę miejscowości Strzegowa a zatem zahaczamy o Małopolskę 🙂

Celem naszym jest odnalezienie wzgórza ze skałą „Kyciowa”. Jest to efektowny blok skalny z obiektem typu: schronisko – „brama – okno”. Jednocześnie jest to fantastyczny punkt widokowy na okolicę – od Smolenia aż po Małopolskę. Jeden z piękniejszych jakie odwiedziliśmy na naszych weekendowych szlakach…Tu nastąpił długi ponad godzinny postój, sycenie wzroku, mnóstwo fotek.

Cóż…czas ruszać dalej, droga długa, kolejne miejsca czekają na odwiedziny…

Wracamy z „Kyciowej” skały w stronę „Zegarowych Skał” by następnie leśnymi, ścieżkami, plątaniną dróżek dojść do kolejnego celu naszej wyprawy – skały „Goncerzyca”, która przerosła nasze oczekiwania…miała być skała a jest to potężny kompleks skalny. Fantastyczne miejsce, efektowne obiekty, z dala od szlaku i ludzi. Tradycyjnie chwilowy pobyt i czas na fotki.

Opuszczamy to piękne, ustronne miejsce i kierujemy się na „czuja” w stronę grodzisk: „Chłopskie” i „Pańskie”. Trafiamy szczęśliwie na „lokalny” szlak, który prowadzi nas do wspomnianych celów. Grodziska wspomniane to połączony, skryty w lesie kompleks skalny, kryjący w sobie schroniska i efektowne bloki skalne, wśród których kiedyś rodziła się prehistoria naszych ziem…Rejon częściowo przystosowany dla turystyki pieszej aczkolwiek w szybkim tempie zarasta a „nieodświeżone” szlaki często mylą, zanikają, łatwo zatem o pobłądzenie…nam się udało dojść i nasycić naszą jurajską wrażliwość…czas na fotki 🙂

Piękne miejscem z ładnym punktem widokowym, można by siedzieć i siedzieć…jednak czas ruszać dalej bo czas szybko umyka, jak zawsze na szlaku a droga daleka. Schodzimy ze wzgórza z grodziskami i kierujemy się w stronę Smolenia. Zatrzymujemy się jeszcze przy stałej miejscówce jakim jest grupa skał „Biśnik”. Miejsce to oferuje dwie znane jaskinie: „Na Biśniku”, „Psia”, ponad to znajdziemy tu inne schroniska a przede wszystkim piękne skały.

Pobyt na „Biśniku” kończy w zasadzie typowo jurajską część wycieczki. Ruszamy w drogę powrotną do Smolenia, mijając zamek a następnie odmienną trasą, szlakiem „żółtym” rowerowym podążamy w drogę powrotną do Pilicy końca naszej wycieczki skąd już tylko bus do Zawiercia. Droga powrotna to piękna widokowa trasa, raj dla oczu i fotografów.

To jeden z naszych najdłuższych wpisów blogowych, wypadkowa co prawda dwóch wypraw ale i tak proszę wierzyć, że opis jest mocno skrócony, poza tym ominęliśmy kilka miejsc, do których zamierzamy powrócić w ramach nowej wycieczki. Świadczy to wszystko o bogactwie i potencjale turystycznym rejonu, wszystkim którzy odwiedzają Smoleń proponujemy nie skupiać się na mocno przereklamowanym i zbyt wycenionym zamku a bardziej na okolicach, które kryją ogrom jurajskiego piękna.  To tyle na dzisiaj…Wkrótce nowe wpisy 🙂

Siedlec – Pabianice – Olsztyn, czyli w poszukiwaniu skałek i balonów

W zeszły weekend udaliśmy się oczywiście na Jurę. Tym razem, rozpoczynając trasę we wsi Siedlec w gminie Janów. PKS dowiózł nas z Częstochowy praktycznie prosto pod pierwszą skałkę, jaką mieliśmy w planach. „Kozickowa”, bo tak się nazywa, jest przy samej trasie, w oddali widać pustynię „Siedlecką”, a także rozpościera się ładny widok na okoliczne łąki.

Kolejny kierunek, to „Góra Laski”, na której znajdują się niewielkie, choć urokliwe skałki. „Spenetrowaliśmy” teren, porobiliśmy trochę zdjęć. Skałki są mocno obrośnięte, ale warte zobaczenia.

Mieliśmy dużo czasu więc na chwilę zboczyliśmy z zaplanowanego szlaku i udaliśmy się w miejsce, gdzie już byliśmy w tym roku, ale w okresie zimowo-wiosennym, czyli na „Górę II”,

by spędzić trochę czasu przy skałce „Duch”. Ładnie położona, dość blisko od szutrowej drogi, łatwo ją wypatrzeć. Odpoczęliśmy tu chwilę oglądając pobliskie ostańce i „łypiąc” na prawo i lewo, czy aby nie ma gdzieś wilków, bo już drugi raz widzimy ślady bardzo dużych „łapek” 🙂

Następnie leśnym duktem udaliśmy się w stronę wsi Pabianice, gdzie kolejna ładna skałka ukazała się naszym oczom, najpierw mocno zarośnięta i zakrzaczona „Skałka Janosika”, a potem „Skała Pabianicka” z figurą Matki Bożej Zawierzenia. I tu kolejny odpoczynek.

Dalej już drogą wśród łąk i pól, mijając opuszczoną „wioskę indiańską”, czerwonym szlakiem szliśmy w stronę Zrębic. 

Tam oczywiście obowiązkowe „przysiądnięcie” na „Skałkach Idziego”, świetna „miejscówka”, bo ładne widoki na okoliczne wzgórza, które kuszą, by je odwiedzić. 

Ze Zrębic czarnym szlakiem, mijając „Górę Knieja”, dotarliśmy do Olsztyna, by tam nasycić się widokami i odsapnąć, po ponad 20 km pieszej wędrówki.

Trafiliśmy na „III Jurajski Festiwal Sztuki i Wina”, a także na „XXXIV Balonowe Mistrzostwa Polski”, więc udało nam się jeszcze „popstrykać” trochę „imprezowych” fotek.

Świetna trasa, piękny dzień, pogoda dopisała. Oby jak najwięcej takich dni. Polecamy te okolice!

zdjęcia: weekendnaszlakublog

Pilica – Smoleń – Złożeniec – Ryczów, czyli w poszukiwaniu mniej znanych „ostańców”.

   Nasza kolejna wycieczka rozpoczęła się w Pilicy, do której dojechaliśmy busem z Zawiercia. Bardzo przypadło nam to gustu to miasteczko, już wiele razy rozpoczynaliśmy nasze weekendowe wypady właśnie z tej miejscowości. Tym razem zmieniliśmy sobie nieco drogę, najpierw wzdłuż zalewu, następnie „żółtym” szlakiem rowerowym wśród przepięknych pól, udaliśmy się w kierunku Smolenia. Widokowo rewelacja. Cudowne przestrzenie, co widać na poniższych fotkach. Zakochaliśmy się w tej trasie!

Samego zamku w Smoleniu nie zwiedzaliśmy  po raz kolejny, ale udaliśmy się prosto do tak zwanego „Jurajskiego Parku” – ukrytych w lesie znanych wspinaczom skałek takich jak: „Salceson”, „Szczurek”, „7 projektów” czy „Kalafior”. Robią wrażenie. 

„Popstrykaliśmy” trochę zdjęć i dalej w drogę, w poszukiwaniu skały „Wróblowej”. Przez chaszcze i krzaki jakimś cudem dotarliśmy do niej i choć miejscówka niezła, to zajęta przez wspinaczy, więc nie mogliśmy szczegółowiej „popstrykać”. 

Następnie wyruszyliśmy w stronę „Biśnika” – kompleksu skalnego, gdzie lekko już zmęczeni, zjedliśmy przepyszne udka kurczaka z rożna, zakupione w Pilicy (o dziwo nie wystygły). Krótki odpoczynek i dalej w drogę: szlakiem „czerwonym”, pieszym przez las, a następnie „czarnym” do Złożeńca.

Po drodze udało nam się jeszcze znaleźć piękną, skrytą w lesie skałę o nazwie „Ruskowa Skała”. 

Dotarliśmy do skraju wsi Złożeniec – Pustkowie i później już obrzeżem rezerwatu „Ruskie Góry” „czarnym” szlakiem szliśmy i szliśmy, i szliśmy… prosto do Ryczowa.

Długa to trasa, nieco męcząca, ale znów świetna, jeśli chodzi o wrażenia, widoki etc. Kolejne kilometry w nogach, ale bardzo to lubimy. Uwierzcie, że to większa frajda niż podróżowanie samochodem, którym nie wszędzie da się dojechać. I nawet jeśli potem leczy się opuchnięte stopy, to wysiłek jakim okupiona została wycieczka wprawia w świetny nastrój. I wtedy właśnie czujemy, że żyjemy i że odpoczywamy! 🙂 

zdjęcia: weekendnaszlakublog