Siedlec Krzyże – Złoty Potok – kolejny weekend na jurajskim szlaku.

   Druga, wiosenna w tym roku wyprawa, tydzień temu, zaprowadziła nas znów w rejony Siedlca Krzyże k/Częstochowy i Złotego Potoku. Tym razem, już bez śniegu, ale też jeszcze bez zieleni. Rozpoczęliśmy naszą wędrówkę od wzgórza „Dupka”, które leży w samym Siedlcu nad starą szkołą, niedaleko przystanku PKS, wystarczy przejść kawałek ulicą i skręcić w prawo w górę. Wzgórze „Dupka” z niedużymi, urokliwymi skałkami i jaskinią „Na Dupce” dało nam już przedsmak ciekawej wycieczki. To piękne miejsce, z którego rozciągają się ładne widoki, np. na Pustynię Siedlecką. Na pewno warto tam wrócić latem. 

 

Następnie udaliśmy się przez wieś, czarnym szlakiem, mijając kościół w Siedlcu, aż do niewielkiego kamieniołomu, zwanego „Warszawskim”. Podobno siedleckie wapienie zaliczają się do najbielszych i dlatego wykorzystano je do licowania ścian najbardziej reprezentacyjnych budowli w Warszawie.

 

Następnie przez pola, czarnym szlakiem doszliśmy do leśnego kompleksu skalnego z wybitnymi skałami: „Brzegowa” i „Dinozaur”. Odpoczęliśmy chwilę, podziwiając te cuda natury.

 

Skręciliśmy w żółty szlak i dotarliśmy do wzgórza z urokliwymi skałkami, m.in. „Ostroga” czy „Goryl”. 

 

Dalej żółtym szlakiem udaliśmy się do wąwozu, który tanowi naturalną granicę między Siedlcem a Suliszowicami, oraz gminami Janów i Żarki i po obu stronach którego, ciągną się pasma kolejnych, pięknych ostańców z licznymi ukrytymi schroniskami i jaskiniami, Najbardziej znana ze skał to „Skała Pustelnika”.

 

Dalej już bez szlaku, leśną drogą wzdłuż wzgórz, skierowaliśmy się w stronę szosy Siedlec – Złoty Potok, mijając po drodze inne ostańce, wśród których wybitnym jest „Stara Baba”, inaczej „Skała Babska”.

 

Doszliśmy do w/w asfaltowej drogi, po przekroczeniu której, znajdują się najbardziej popularne skały złotopotockie, czyli „Ostaniec z Kapliczką” (figurki niestety już nie ma…) i „Brama Twardowskiego”.

 

Krótki odpoczynek, posilenie się i dalej ruszyliśmy zielonym szlakiem w stronę źródeł Zygmunta i Elżbiety, czyli źródeł Wiercicy w „Rezerwacie Parkowe” z krystalicznie czystą wodą.

 

Następnie mijając po lewej stronie „Skały Zbójnickie”, po prawej słynne stawy hodowli pstrąga tęczowego, dotarliśmy do Młyna Kołaczew, jednego z wielu drewnianych młynów wodnych, które niegdyś stały nad rzeką Wiercicą i należącego do Szlaku Architektury Drewnianej. Szkoda, że aktualnie młyn stoi i niszczeje. Obok mamy staw o nazwie „Sen Nocy Letniej”.

 

A potem już czerwonym szlakiem udaliśmy się w stronę „Groty Niedźwiedziej „mijając kolejne źródła, tym razem o nazwie „Spełnionych Marzeń”.

 

 

Końcowym etapem naszej wycieczki był już rejon hotelu „Kmicic”, centrum Złotego Potoku, posiłek w Spółdzielni Socjalnej – Bistro Złota Jura, znów pyszne jedzonko, chwila odpoczynku w parku z Pałacem Raczyńskich i powrót z Janowa, gdyż na odcinku Złoty Potok- Janów rozpoczął się właśnie remont drogi.

 

Wycieczka niesamowita. Na pewno chcemy tam jeszcze powrócić, by eksplorować dalej te rejony, szczególnie leśne ostańce. Polecamy.

zdjęcia: weekendnaszlakublog

Reklamy

„Siedlec – jurajskie wzgórza – nieznane ostańce – Aleja Klonowa – Złoty potok – Janów – pierwsza wiosenna wyprawa”

To była nasza pierwsza wiosenna wyprawa a druga tegoroczna w ogóle. Wiosenna aczkolwiek częściowo deptaliśmy jeszcze śnieg a niebo zasnute było zimową szarugą…Dopiero w południe wiosna się zlitowała i powitała nas jak należy 🙂

Wyprawę rozpoczęliśmy we wsi Siedlec w gminie Janów, do której dotarliśmy autobusem PKS z Częstochowy. Za przystankiem Siedlec Krzyże skierowaliśmy się drogą przez wieś razem z żółtym szlakiem rowerowym w kierunku południowo – wschodnim. Po drodze zboczyliśmy w polną ścieżkę i weszliśmy na szczyt wzgórza „Kadzielnia”, gdzie znajdą się małe skałki a wśród nich jaskinia i schroniska.

Następnie droga prowadziła wzdłuż przysiółka Siedlec Krzyże by na jego końcu skręcić w lewo w polną drogę zgodnie z czarnym szlakiem rowerowym. Po kilkuset metrach błotnistej, często ze śniegiem jeszcze drogi, opuszczamy szlak i skręcamy w lewo w leśną drogę zwaną na mapie „Grabowa droga”. I od tego miejsca zaczyna się dziki, mało znany i odwiedzany rejon. Tylko las, przyroda, my i towarzyszące nam tropy zwierząt.

Od pewnego momentu teren się podnosi, dochodzimy do pasma wzgórz: „Góra I”, „Góra II”, „Góra III”  a następnie „Koziarska Góra”. Jest to rozległy, górzysty teren z licznymi wapiennymi ostańcami, skrytymi w otulinie lasów bukowych. Przez całą drogę towarzyszy, mroczny, tajemniczy a zarazem piękny klimat. Zrobiliśmy tutaj dwa odpoczynki przy największych w rejonie skalnych ostańcach. Jeden z nich nazywa się „Duch” i posiada ładne schronisko.

Po przejściu leśnej, bezimiennej drogi wzdłuż wspomnianych wzgórz, dochodzimy do większej drogi zwanej „Drogą Hrabiowską”, która od pewnego momentu przechodzi w piękną „Aleję Klonową”. Drogą tą prowadzą szlaki turystyczne, kierujące do Złotego Potoku.

Koniec „Alei Klonowej” to już miejscowość Złoty Potok…Sporo już kilometrów w nogach po ciężkim, często błotnistym terenie…zmęczenie i głód skierowały nas do lokalnej restauracji – bistro: „Złota Jura”, znana z dobrego, swojskiego jedzenia. Wysupłaliśmy trochę „grosza” i skorzystaliśmy z pysznego zestawu dnia 🙂 Polecamy ta knajpkę wszystkim strudzonym turystom będącym w okolicy…

Tym razem Złoty Potok ograniczyliśmy tylko do zwiedzenia zespołu pałacowo – parkowego, na terenie którego znajduje się Pałac Raczyńskich i Dworek Krasińskiego oraz malowniczy staw „Irydion”.

Po spędzeniu dłuższej chwili na terenie parku, udaliśmy się w kierunku pobliskiego Janowa – siedziby gminy, skąd busem powróciliśmy do Częstochowy, mijając po drodze nasz ukochany Olsztyn…

I to koniec tej pięknej i długiej wyprawy…zachęcamy wszystkich w te rejony, my powrócimy wkrótce i to nie raz..:)

siedlec janów21

Pierwszy wypad w tym roku – Olsztyn na „lajcie”.

   Nijaka, bura zima, bez większej ilości śniegu, ale nieprzyjemna, ciągnęła się w nieskończoność, dlatego dopiero w zeszły weekend udało się wybyć na dłużej. Pogoda dopisała, genialne słońce, co prawda dopiero od jakiejś 13-stej, błękitne, bezchmurne niebo, idealne dla naszego „łazęgowania” z aparatami. Na pierwszy raz wybraliśmy nasz ukochany Olsztyn. Niedziela, pierwsza z zakazem handlu, co akurat przysłużyło się chyba nieco ludziom, bo jakaś większa ilość rodzin wyległa na łono natury. Wiosenne powietrze sprzyjało pieszym wędrówkom. Zaczęliśmy jak zawsze od podróży autobusem podmiejskim nr 67 z Częstochowy. Wysiedliśmy na rynku, obczailiśmy, czy w razie czego, jakiś sklep jednak otworzy swe podwoje dla głodnych i spragnionych podróżników. Okazało się, że owszem, tak będzie, tyle, że od godzin nieco późniejszych, niż 9 rano. 

   Udaliśmy się najpierw ulicą Karłowatej Sosny w stronę wzgórz, które górują od strony wschodniej nad Olsztynem i noszą nazwę Małe i Duże Skałki. Roztaczają się z nich piękne widoki na górę Zamkową i cały zamkowy kompleks. Słońca jeszcze wtedy nie było, ale zdjęcia wyszły całkiem nieźle. Urokliwe małe skałki na wzgórzach są wdzięcznym obiektem do fotografowania. Chwilkę sobie posiedzieliśmy, popatrzyliśmy na rozciągające się wszędzie piękne panoramy.

DSC00045DSC00053DSC00058DSC00059DSC00062DSC00063DSC00067

Wzgórza są niskie, ale jest ich kilka i można przejść się granią, kończąc spacer na wzgórzu z krzyżem pielgrzymkowym, gdzie również nieco niżej znajduje się stary wapiennik. Warto zobaczyć.

Następnie udaliśmy się leśną ścieżką w stronę kamieniołomu „Kielniki”, który obeszliśmy i górą i dołem. Otacza go ścieżka geologiczna i edukacyjna „Kamieniołom Kielniki” a w samym kamieniołomie są dwie jaskinie: Jaskinia Magazyn i Jaskinia w Kielnikach, ale na ekplorację przyjdzie czas kiedy indziej.

DSC00090DSC00091DSC00095DSC00114DSC00104DSC00112DSC00113

Z kamieniołomu skierowaliśmy się już w kierunku jednych z piękniejszych skałek w Olsztynie: kompleksu „Dziewicy” na mapie oznaczonego jako wzgórze: „Cegielnia”. To urokliwe i malownicze miejsce do wspinaczki i nie tylko, z którego na wprost widać wzgórza „Biakło” i „Lipówki” oraz wzgórze zamkowe. Trochę łaziliśmy po skałkach, trochę na nich posiedzieliśmy, poobserwowaliśmy wspinaczy.

Z upływem czasu zrobiło się przepięknie, słonecznie, ciepło, co na tyle nas „rozleniwiło”, iż resztę czasu spędziliśmy na terenie samego zamku. Najpierw jednak wycieczka do sklepu po zapas płynu i jedzenia, a potem siedzenie na wzgórzu zamkowym, na które wyległy rodziny z dziećmi, psami, zakochane pary, związki tzw. „początkujące”, w których pan niesie pani torebkę (co jest co najmniej dziwne…) zakonnice i inni spragnieni pleneru ludzie. Jak widać to miejsce dla każdego 🙂

Miło spędziliśmy czas, choć wolimy mniej zatłoczone i cichsze miejsca, ale Olsztyn, jaki by nie był, zawsze sprawia nam dużą frajdę. Po prostu kochamy to miejsce.

Polecamy Olsztyn i okoliczne wzgórza ze skałkami o każdej porze roku.

Na dzisiaj to tyle, a już wkrótce dłuższe, bardziej wymagające trasy.. 🙂

zdjęcia : weekendnaszlakublog

Ostatni w tym roku wypad na Jurę

  W środę poświąteczną słonko nie dało nam usiedzieć w domu, zatem postanowiliśmy wybrać się na „lajtowy” spacerek na Jurę. Temperatura przyjemna, śniegu nadal nic, ale za to nie zmarzliśmy, bo aura była typowo słoneczno – jesienna. Rozpoczęliśmy nasz „spacer” od pętli Bursztynowa w Częstochowie, gdzie dojechaliśmy miejskim autobusem nr 26. Prosto z przystanku leśnymi duktami, jeszcze z rana oszronionymi, udaliśmy się czerwonym szlakiem rowerowym w stronę „Dębowej Góry” koło Kusiąt.

„Dębowa Góra” to niewielkie, leśne wzgórze, znajdujące się niedaleko rezerwatu „Zielona Góra”, z urokliwymi ostańcami i schroniskiem. Dobrze jest wybrać się tam porą, gdy nie ma liści na drzewach, wówczas skałki są dobrze widoczne. Usiedliśmy chwilkę w tym miejscu, popodziwialiśmy i dalej w drogę. 

Następnie ruszyliśmy lokalnym szlakiem przyrodniczym w poszukiwaniu skałki „Psi Nos”, której ostatnio, jak tu byliśmy nie udało się znaleźć. Poszliśmy wtedy w zupełnie innym kierunku, tym razem idąc cały czas ścieżką ze szlakiem przyrodniczym udało nam się trafić na ten świetny kompleks skalny, który zrobił na nas duże wrażenie.  

Po zapoznaniu się z pięknymi, „boulderowymi” skałkami w obrębie „Psiego Nosa”, udaliśmy się już do Kusiąt, chcieliśmy po drodze zahaczyć o jeziorko krasowe – unikatowe miejsce na Jurze, ale szlak niestety gdzieś nam się zagubił. Nic straconego, widzieliśmy je już wcześniej, a wrócić zawsze można prosto z Kusiąt idąc w stronę peronu PKP. 

W Kusiętach odbijamy w lewo z tej nudnawej i długiej asfaltowej szosy i udajemy się nikłą, ledwie widoczną ścieżynką w stronę najwyższego w tej okolicy wzgórza Lisica, które jest świetnym miejscem widokowym, gdzie można przysiąść, posilić się i odpocząć. 

Po krótkim odpoczynku udajemy się w stronę „Gór Towarnich”, które uwielbiamy, i które nigdy nam się nie znudzą. Od strony jurajskiego Olsztyna wyglądają one dość niepozornie, ale ogólnie są to jedne z piękniejszych wzgórz ze skalnymi ostańcami w tym rejonie. Zawsze zachwycają nas widoki, a podczas tej wycieczki świetna gra światła, bo słońce dopisywało nam przez calutki dzień, była niesamowita.

Z „Gór Towarnich” po dłuższym odpoczynku, posileniu się, udaliśmy się tradycyjnie do Olsztyna, skąd po chwili na zamku, wróciliśmy do Częstochowy. Wypad jak zawsze udany. Pogoda super dopisała. Grudzień prawie taki sam jak dwa lata temu, a może nawet bardziej słoneczny. Polecamy jak zawsze te okolice.

26176513_1572432466169389_1303548241_n

Ogrodzieniec – Krępa – Hutki Kanki – Rez.”Góra Chełm” – Wzgórza Żarów – Żelazko – długa wycieczka w krótki dzień.

To nasza ostatnia, listopadowa wyprawa…Korzystając z dobrej pogody, resztek jesiennego słońca zdecydowaliśmy się na dłuższą wyprawę, mimo krótkiego już dnia, mając świadomość faktu, że może to już być nasza, ostatnia, dłuższa wyprawa w tym roku…Tradycyjny dojazd z Zawiercia busem do Ogrodzieńca, by tutaj rozpocząć pieszą wędrówkę. Kierujemy się na obrzeża Ogrodzieńca wzdłuż drogi krajowej nr 790, by napotkawszy niebieski, rowerowy szlak, podążyć nim w kierunku „Krępy” – lokalnego miejsca wypoczynkowego, utworzonego przy wodnym oczku przy źródle „Bełkotek”. Początkowo droga wiedzie brzegiem nieczynnego wyrobiska piachu „Świertowiec”, mieszane klimaty pustynne i odrobinę dawnego PRL w tle…

Po jakimś czasie pojawiają się klimaty bardziej leśne i wśród takich docieramy do wspomnianego zalewu „Krępa”. I tu duża konsternacja, zdziwienie, rozczarowanie…okazuje się, że obecnie nie ma tego obiektu wodnego, bowiem źródło „Bełkotek” nie bije… Trudno, robimy chwilowy odpoczynek na obiektach rekreacyjnych tego turystycznego „przysiółka” Ogrodzieńca, pamiętającego czasy PRLu…

Następnie, żółtym ,pieszym szlakiem kierujemy się w kierunku kolejnego wodnego zbiornika „Centuria” utworzonego przy źródłach „Centurii”, tuż przy małej wsi Hutki – Kanki. Droga prowadzi pięknymi, głównie sosnowymi lasami. Wkrótce docieramy do doliny ze źródłami „Centurii”, pokazują się pojedyncze, ukryte wśród drzew domy oraz osiedla domków letniskowych pamiętających jeszcze czasy PRL o czym świadczą stare ogrodzenia i typowe dla tego okresu lampy…

Znajdujemy się na skraju, letniskowej miejscowości Hutki – Kanki, której spora atrakcję stanowi nieduży zbiornik wodny utworzony przy źródłach „Centurii”. Kiedyś stał tu młyn wodny, obecnie to tylko lub aż urokliwy zbiornik wodny, umieszczony w dolinie leśnego zbocza. Szczególnie jesienią miejsce to nabiera uroku, kiedy to kolorowe drzewa odbijają się w tafli krystalicznej wody. Cisza, spokój, tylko stadko dzikich kaczek nam towarzyszy…

Obiecując sobie, że kiedyś tu powrócimy, ruszamy w dalszą drogę. Mijając szereg domków letniskowych docieramy do zabytkowej murowanej kapliczki, typu „domkowego”. Ufundowana ona została w roku 1861 przez Katarzynę i Jakuba Molów, właścicieli wspomnianego młyna wodnego. Na frontonie, nad drzwiami kapliczki widnieje oryginalny napis fundatorów: „J.J. 18 J. D. 61 JakuP w ras = = Zoną katażyną molowie Proszom O westhninie Do Boga”

Idziemy dalej…pojawiają się domy starszej części wsi, mijamy m.in. ładną, starą kapliczkę na zabytkowym drzewie….

Idąc przez wieś widzimy z daleka charakterystyczne wzgórze, kolejny punkt naszej wyprawy – rezerwat „Góra Chełm”

Kierując się zielonym, pieszym szlakiem wspinamy się na wspomnianą górę „Chełm”. Jest to dwunastohektarowy rezerwat utworzony w 1957 roku. Obejmuje on wyraźnie dominujące nad okolicą jurajskie wzniesienie o wysokości 440 m n.p.m. Na górze znajduje się kilkanaście małych ostańców, poza tym pierwotne drzewostany, liczne bogactwo roślinne…

Niewielki to rezerwat zatem i pobyt nasz w nim był krótki…ruszamy dalej kierując się wspomnianym zielonym szlakiem w kierunku „Wzgórz Żarów” – kolejnego celu naszej wyprawy. Początkowo droga prowadzi lasami, ale zmieniamy trasę i próbując sobie skrócić drogę odbijamy na wyraźną drogę wiodącą wzdłuż słupów wysokiego napięcia.

Wkrótce docieramy w rejon wspomnianych wzgórz…kierując się instynktem, bardziej błąkając może, przemierzamy leśne pagórki usiane mniej lub bardziej efektownymi skałkami. Sporo czasu zajęło nam odnalezienie ścieżek, którymi zaplanowaliśmy wcześniej iść…cóż po raz kolejny stwierdzamy niedokładność map…

Nie wszystkie miejsca odnaleźliśmy, wspomniana niedokładność mapy, szarość popołudnia, mocne zmęczenie spowodowały odpuszczenie sobie dalszych poszukiwań, ukrytych ostańców…kolejny pretekst, by tu powrócić. Teraz myślimy tylko o jednym…by dojść do końca naszej długiej, pieszej trasy.

Opuszczamy „Wzgórza Żarów”, odnajdujemy zielony szlak i podążamy leśnymi ostępami w kierunku wsi Śrubarnia. Po drodze mijamy co rusz małe skałki ukryte wśród pięknych, wiekowych drzew. Wkrótce docieramy do drogi krajowej 791 i przekraczając ją docieramy do obrzeży wsi Śrubarnia.

O wsi Śrubarnia pisaliśmy już więcej w jednym z wcześniejszych wpisów, kiedy to spędziliśmy tu dłuższą chwilę. Tym razem minęliśmy tylko znaną nam skałę „Niwień” i pomiędzy letniskowymi domami doszliśmy do sąsiadującej, doskonale nam znanej wsi Żelazko, o której często wspominamy przy okazji naszych wypraw.

To praktycznie wszystko…jeszcze tylko kilka chwil w oczekiwaniu na busa, krótki, tradycyjny postój w Podzamczu. Szybko otoczyły nas jesienny chłód i zmrok…czas wracać w ciepłe pielesze..:) Polecamy wszystkim wytrwałym, spragnionym mocnych wrażeń powtórzyć naszą wycieczkę, my powrócimy… w przyszłym sezonie i odnajdziemy kolejne ciekawe miejsca.

krępa-hutki kanki-żelazko

Żelazko – „Świniuszka” – Rodaki – czyli; tam nas jeszcze nie widzieli…

To była nasza ostatnia listopadowa wyprawa. Pogoda wyjątkowo dopisała, przez co sobotnia wycieczka dosłownie nabrała kolorów…Wymyśliliśmy sobie trasę w nowe dla nas rejony, tzn. częściowo nowe, bo część już znamy doskonale. W Zawierciu wsiadamy w busa i dojeżdżamy do znanej nam i wspominanej w naszych wcześniejszych wpisach, wsi Żelazko koło Ryczowa w gminie Ogrodzieniec. Z miejscowego przystanku, czarnym, pieszym szlakiem ruszamy w drogę. Kierunek: południowy zachód w stronę wzgórza „Świniuszka”, a następnie wsi Rodaki. Coś dla nas nowego, tam nas jeszcze nie widzieli…po raz pierwszy przekroczymy granicę z województwem małopolskim. Początkowo droga prowadzi drogą wśród lokalnych pól i łąk, by następnie wejść w malownicze lasy.

 

Po jakimś czasie leśny krajobraz zmienia się na bardziej jurajski, pojawiają się jary, lasy bardziej bukowe, a wkrótce pojedyncze wapienne skałki. Piękne, tajemnicze klimaty, dodatkowo poranna mgła i jesienne kolory…

 

Docieramy do asfaltowej drogi krajowej łączącej miejscowości Ogrodzieniec i Klucze i wzdłuż niej wyraźną ścieżką podchodzimy pod kulminacyjny szczyt wzgórza „Świniuszka”. Po prawej ręce mamy wspomnianą drogę, po lewej rozciąga się kompleks wapiennych ostańców.

 

Opuszczamy wzgórze „Świniuszka”, przekraczamy wspomnianą drogę asfaltową i lokalną, leśną drogą ruszamy w kierunku wsi Rodaki, celu naszej wyprawy. Wkrótce docieramy do pierwszych zabudowań…Sporo drewnianej zabudowy i starych opuszczonych budynków dodają uroku tej wsi. Poza wspomnianymi wieś znana głównie zabytkowej kapliczki – figury św. Antoniego Padewskiego (co uwiecznił na swym obrazie Wojciech Kossak) oraz drewniany kościół św. Mikołaja z 1601r, który w nienaruszonym stanie stoi w centrum wsi, szkoda tylko, że zamknięty i niedostępny dla przypadkowych turystów…

 

Po zwiedzeniu wsi Rodaki udaliśmy się czarnym szlakiem na okoliczne wzgórze w kierunku wsi Chechło, skąd rozciągają się piękne widoki na okolice, na wszystkie strony świata. Przy dobrej widoczności widać miejscowości: Rodaki, Ryczówek, a nawet Kwaśniów z jednej strony, na południu: Chechło, Błędów, pustynię błędowską, Niegowonice, Małopolskę, Beskidy a nawet część Tatr…Spędziliśmy tam dłuższą chwilę, odpoczywając, posilając się i „pstrykając” fotki.

 

Po dłuższym pobycie na wspomnianym wzgórzu ruszamy w drogę powrotną do Rodaków a następnie pięknymi, leśnymi dróżkami w kierunku Żelazka. Słońce osiągnęło swoje apogeum i chylą się ku zachodowi pięknie oświetlało nam drogę uwypuklając jesienne kolory…

 

Po drodze mijamy piękny jar, na dnie którego płynie mały potok „Minóżka”, biorący swój początek ze „Źródła Miłości”.

 

Droga powrotna prowadzi ponownie przez wzgórze „Świniuszka”, tylko z innej mnie ‚skałkowej” strony. Wkrótce dochodzimy do znanej nam drogi leśnej, którą rozpoczęliśmy naszą trasę i którą docieramy do wsi Żelazko, na przystanek, na którym czekamy na busa…

 

I to w zasadzie mógłby być koniec naszej wycieczki…bus do Zawiercia nadjechał…Ale nie, „odbiło” i wysiedliśmy w Podzamczu spędzając kilka chwil u podnóża zamku, przy zachodzie słońca i podczas zmroku…To tyle, piękna wycieczka otwierająca dla nas nowe horyzonty. Polecamy wszystkim powtórzyć naszą trasę, my powrócimy odwiedzając kolejne miejsca…plany już są 🙂

 

Droga na wzgórze „Kromołowiec” – nasze nowe rejony…

Ostatnia nasza, październikowa wycieczka to zupełnie coś nowego…Po raz pierwszy wyprawiliśmy się poza nasze znane rejony. A wystarczyło pojechać pociągiem jedną stację dalej niż Zawiercie (jedna z naszych „bram” na Jurę) i wysiąść na stacji Łazy, spojrzeć na mapę i zaplanować fantastyczna wycieczkę…Trasa w skrócie wyglądała tak: Łazy PKP – kamieniołom „Niegowonice” – wzgórze „Stodólsko” – wzgórze „Kromołowiec” – leśny szlak powrotny do Łaz obok wzgórz „Okrąglica” i „Żydowskie”. Dużo pagórków, piękne punkty widokowe, klimatyczne lasy (grzyby po drodze), jurajskie ostańce na wzgórzu „Kromołowiec”. Pogoda w kratkę…z rana słońce, w południe pochmurność, a następnie znowu ładne słonce…Nie wszystkie fotki wyszły jak byśmy sobie wymarzyli…co stanowi dodatkowy pretekst by tam powrócić. A zatem wysiadamy na stacji PKP w Łazach, krótka wizyta w pobliskim sklepie i ruszamy w drogę, Idąc uliczkami miasteczka, trzymając się niebieskiego pieszego szlaku.

Opuściliśmy wreszcie zabudowania Łaz, opuszczając wspomniany, niebieski szlak i podążyliśmy lokalną szutrową drogą w kierunku kamieniołomu „Niegowonice”, pierwszego zaplanowanego miejsca tej wycieczki. Dotarliśmy tam wreszcie i chwilę zatrzymaliśmy się na jednym z punktów widokowych, krótki odpoczynek i kilka fotek…jest to znane, popularne miejsce terenowych rajdów „off road”, akurat trafiliśmy na jedną z imprez…

Po chwili odpoczynku okrążamy kamieniołom, by dojść do kulminacyjnego punktu widokowego 419m n.p.m.), skąd rozciągają się piękne widoki na Śląsk, a że słonko akurat wyszło i jesień w pełni, udało się „pstryknąć” kilka ładnych fotek.

Opuszczamy kamieniołom i ruszamy lokalna polna ścieżką w kierunku miejscowości Niegowonice. Kolejnym przystankiem jest wzgórze z wapiennym ostańcem „Snopkowa”…nieduża skałka, na szczycie której znajduje się dobry punkt widokowy na okolicę.

Schodzimy ze wzgórza i lokalną dróżka podążamy w kierunku wspomnianych Niegowonic, droga prowadzi wzdłuż cmentarza by wyjść na główna drogę. Dochodzimy do kościoła, pstrykamy kilka fotek i podążamy boczna dróżką na wzgórze „Stodólsko” – świetny punkt widokowy na pobliska okolicę oraz dalsze rejony: Śląsk, Pustynię Błędowską i dalsze rejony Małopolski…Pogoda nam nie dopisała w tym momencie, zatem fotki nie odzwierciedlają tego tak jak powinny…

Opuszczamy wzgórze „Stodólsko” i polną drogą docieramy do głównej, ruchliwej drogi asfaltowej, którą docieramy do głównego punktu naszej wyprawy: wzgórza „Kromołowiec”. Jest to popularne miejsce, często odwiedzane przez turystów, bowiem leży bezpośrednio przy wspomnianej drodze. Ładny punkt widokowy, efektowne wapienne skałki…czas na dłuższy odpoczynek i więcej fotek.

Po dłuższym pobycie wśród ostańców „Kromołowca” opuszczamy wspomniane wzgórze i błąkając leśnymi dróżkami (grzybki się przydarzyły), docieramy do niebieskiego szlaku i podążamy nim w drogę powrotną do Łaz, Początkowo droga prowadzi ładnymi, typowo jurajskimi lasami, by następnie wyjść na kolorowe łąki w okolicy przysiółka Pasieki.

Wkrótce przekraczamy drogę krajową nr 790 i niebieskim szlakiem poprzez ładny las (znowu kilka grzybów) docieramy do stacji PKP w Łazach, skąd rozpoczęliśmy nasza trasę a teraz wracamy zmęczeni ale pełni wrażeń. Trasa warta polecenia, my na pewno powrócimy…:)