Klucze – Pustynia Błędowska – Chechło – Rodaki – Żelazko

Kolejną z sierpniowych sobót spędziliśmy w zupełnie nowym dla nas miejscu. Po raz pierwszy odwiedziliśmy Klucze w powiecie olkuskim. Bardzo nam się tam spodobało. Jak tylko wysiedliśmy z PKS’u poczuliśmy dobrą energię. Naszym pierwszym celem był punkt widokowy „Czubatka”, skąd rozciąga się widok na „Pustynię Błędowską”. Ale zanim dotarliśmy na „Czubatkę” rozejrzeliśmy się nieco. Chyba najstarszym zabytkiem, jaki znajduje się w Kluczach jest Pałac Dietlów z 1905r, – to bardzo ładny, choć nieco zaniedbany budynek z wieżyczką, w którym kiedyś mieściła się również Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska”.

Niedaleko znajduje się również niewielkie wzgórze z ostańcami, z którego rozciąga się widok na Klucze, „Pustynię Błędowską” i górujący kościół Najświętszej Maryi Panny Nieustającej Pomocy z 1938r. Wzgórze ma kilka nazw, z jakimi spotkaliśmy się analizując mapy papierowe i te internetowe: „Maśnica”, „Piecki” lub „Myślenica” – warto chwilę tam posiedzieć, gdyż widoki są piękne, a niedaleko są również inne poukrywane skałki i schroniska, do których musimy powrócić.

Samo wzgórze „Czubatka”, do którego prowadzi dość strome podejście asfaltem, ma 382 m. Na jego szczycie stoi kapliczka, wieża obserwacyjna, a „widokowo”, oprócz samej pustyni przy dobrej widoczności, można dostrzec szyby kopalni rud cynku i ołowiu „Olkusz Pomorzany”, kominy huty „Katowice” w Dąbrowie Górniczej, elektrownię „Siersza” w Trzebini, no i oczywiście obszar poligonu wojskowego. Przyznaliśmy zgodnie, że widok pustyni z góry robi wrażenie.

Z dołu, wrażenie było nieco mniejsze, gdyż pustynia zarasta i właściwie to za kilka / kilkanaście lat z pojęciem „pustynia” nie będzie miała wiele wspólnego. Po zejściu z punktu widokowego na Czubatce udało nam się trafić na kilka chwil na jej piaszczyste tereny.

Następnie leśnymi drogami, czerwonym szlakiem, udaliśmy się w kierunku wzgórza Rudnica usianego skałkami, niestety zniszczonymi, „pomazanymi” sprayem przez nieszanujących przyrodę ludzi. Szkoda, bo to ładne miejsce.

W dole znajdują się stawy „Zielony” i „Czerwony”, to pozostałości po szybach kopalnianych, pospacerowaliśmy brzegiem i ruszyliśmy dalej. Po drodze złapał nas deszcz, więc schroniliśmy się w altance przy pobliskim stawie rybnym.

Chwilę później, ruszyliśmy dalej i mijając po drodze ukryty w lesie cmentarz wojenny z 1914r.

Wreszcie dotarliśmy do kolejnego celu naszej wędrówki: punktu widokowego na „Pustynię Błędowską” o nazwie „Dąbrówka” z platformą widokową i kolorowo pomalowanym bunkrem. Znajduje się on już w Chechle, tuż przy poligonie wojskowym. Tutaj pustynia zrobiła na nas duże wrażenie, o wiele większe, niż z pierwszego miejsca, w którym ją widzieliśmy. Nie jest to może tak rozległy widok jak z „Czubatki”, ale można tu poczuć klimat prawdziwej pustyni. To głównie tu, w północnej części, mają teraz miejsce skoki spadochronowe, a wiele lat temu odbywały się manewry NATO. Warto wspomnieć również, że w czasie II wojny światowej ćwiczyły tu oddziały Afrika Korps.

Po krótkim odpoczynku udaliśmy się przez wieś Chechło z symbolicznym wielbłądem w centrum, do wsi Rodaki, aby stamtąd już czarnym szlakiem, zaliczając jeszcze po drodze wzgórze Świniuszka (488 m), dojść do wsi Żelazko i zdążyć na busa do Zawiercia. Końcowy etap naszej wycieczki był dość „hardkorowy”, szybkie tempo, długa odległość do pokonania, ale za to przez jedne z piękniejszych widokowo miejsc: wzgórze między Chechłem a Rodakami.

To była jedna z tych dłuższych, pieszych wycieczek, po której na drugi dzień leczyliśmy rany na stopach, ale pogoda dopisała, odwiedziliśmy nowe miejsca, do których chcemy wrócić i ogólnie było świetnie. Warto!

zdjęcia: weekendnaszlakublog

Reklamy

Pilica – Smoleń – „Zegarowe Skały” – czyli na szlaku „jaskiniowców”

Dzisiaj zaległość lipcowa, wypadkowa dwóch podobnych tras w rejon Smolenia i miejscowości Strzegowa. Celem były odwiedziny znanych już terenów i odkrycie nowych, mniej znanych. Trasa wiodła częściowo szlakami ale w dużej mierze polami, miedzami, łąkami i lasami często błądząc jak to my 🙂 A, że to był lipiec (początek), słoneczne, kolorowe dni, pola i łąki w rozkwicie…zatem pięknie było…

Naszą wyprawę rozpoczęliśmy od miejscowości Pilica – gminy tegoż rejonu, skąd „czerwonym” szlakiem, mijając najpierw zalew, podążyliśmy w stronę widniejącego w oddali zamku w Smoleniu.

Szlak prowadzi początkowo wzdłuż szosy, lokalnej drogi krajowej a następnie skręca w las by po krótki czasie wyprowadzić na polną drogę z widokami na pola i smoleński zamek w oddali.

Dochodzimy wreszcie pod zamek i robimy chwilowy odpoczynek…ostatnia analiza trasy, spojrzenie na mapę i dalej w drogę…Mijając zamek skręcamy za „czerwonym” szlakiem w kierunku przysiółka Podlesie, kierując się w stronę „Zegarowych Skał” – pięknego kompleksu skalnego, kryjącego w sobie mnóstwo efektownych „ostańców”, schronisk, jaskiń i punktów widokowych.

Idziemy „Doliną Wodącą”, po jakimś czasie opuszczamy „czerwony” szlak i skręcamy w lewo ku widniejącym ponad lasem „Zegarowym Skałom”, do których prowadzi teraz szlak „zielony”. Dochodzimy wreszcie do „centrum” „Zegarowych Skał”, gdzie delektujemy się prawdziwa ucztą jurajskich artefaktów, mijamy jaskinię „Zegarową” i inne schroniska,  sycimy oczy pięknymi, efektownymi skałami…

Punktem kulminacyjnym tego rejonu jest efektowna, duża i w pełni dostępna jaskinia „Jasna”, która sama w sobie jest pięknym obiektem, ponadto oferuje piękny punkt widokowy, nie łatwy do wejścia ale warto się potrudzić i zrobić trochę ładnych fotek…

Po dłuższym pobycie w tym urokliwym miejscu, ruszamy dalej…naszym celem jest odnalezienie tzw. „szlaku jaskiniowców” i znajdujących się na nim kolejnych „obiektów”. okazuje się, że nie jest to takie proste…bowiem wspomniany szlak to wielka „lipa”…istnieje na mapach a w praktyce go nie ma, przynajmniej od strony jaskinie „Jasnej”. Pojawia się on dopiero w rejonie grodzisk „Chłopskie” i „Pańskie” o czym później…A teraz zaczynamy nasze błąkanie…nie używamy internetu i GPS, korzystamy tylko z map papierowych, które są niedokładne a często mylące…ale nic to, idziemy dalej. Kolejnym celem na tzw. szlaku „jaskiniowców” jest następne wzgórze ze skałą „Krzywość”. Z pewnymi trudami ale jednak udaje nam się dojść do tej efektownej jak się okazuje grupy skał a jednocześnie doskonałego punktu widokowego na okolice, od Smolenia aż po Strzegową. Tu nastąpił tradycyjnie dłuższy postój, czas na odpoczynek (upał doskwierał) i czas na fotki…

Ruszamy dalej, sporo do odkrycia przed nami…Idziemy dalej szlakiem „jaskiniowców” ale już bez oznaczeń tylko na czuja i wg. mapy…kierujemy się polami i miedzami w stronę miejscowości Strzegowa a zatem zahaczamy o Małopolskę 🙂

Celem naszym jest odnalezienie wzgórza ze skałą „Kyciowa”. Jest to efektowny blok skalny z obiektem typu: schronisko – „brama – okno”. Jednocześnie jest to fantastyczny punkt widokowy na okolicę – od Smolenia aż po Małopolskę. Jeden z piękniejszych jakie odwiedziliśmy na naszych weekendowych szlakach…Tu nastąpił długi ponad godzinny postój, sycenie wzroku, mnóstwo fotek.

Cóż…czas ruszać dalej, droga długa, kolejne miejsca czekają na odwiedziny…

Wracamy z „Kyciowej” skały w stronę „Zegarowych Skał” by następnie leśnymi, ścieżkami, plątaniną dróżek dojść do kolejnego celu naszej wyprawy – skały „Goncerzyca”, która przerosła nasze oczekiwania…miała być skała a jest to potężny kompleks skalny. Fantastyczne miejsce, efektowne obiekty, z dala od szlaku i ludzi. Tradycyjnie chwilowy pobyt i czas na fotki.

Opuszczamy to piękne, ustronne miejsce i kierujemy się na „czuja” w stronę grodzisk: „Chłopskie” i „Pańskie”. Trafiamy szczęśliwie na „lokalny” szlak, który prowadzi nas do wspomnianych celów. Grodziska wspomniane to połączony, skryty w lesie kompleks skalny, kryjący w sobie schroniska i efektowne bloki skalne, wśród których kiedyś rodziła się prehistoria naszych ziem…Rejon częściowo przystosowany dla turystyki pieszej aczkolwiek w szybkim tempie zarasta a „nieodświeżone” szlaki często mylą, zanikają, łatwo zatem o pobłądzenie…nam się udało dojść i nasycić naszą jurajską wrażliwość…czas na fotki 🙂

Piękne miejscem z ładnym punktem widokowym, można by siedzieć i siedzieć…jednak czas ruszać dalej bo czas szybko umyka, jak zawsze na szlaku a droga daleka. Schodzimy ze wzgórza z grodziskami i kierujemy się w stronę Smolenia. Zatrzymujemy się jeszcze przy stałej miejscówce jakim jest grupa skał „Biśnik”. Miejsce to oferuje dwie znane jaskinie: „Na Biśniku”, „Psia”, ponad to znajdziemy tu inne schroniska a przede wszystkim piękne skały.

Pobyt na „Biśniku” kończy w zasadzie typowo jurajską część wycieczki. Ruszamy w drogę powrotną do Smolenia, mijając zamek a następnie odmienną trasą, szlakiem „żółtym” rowerowym podążamy w drogę powrotną do Pilicy końca naszej wycieczki skąd już tylko bus do Zawiercia. Droga powrotna to piękna widokowa trasa, raj dla oczu i fotografów.

To jeden z naszych najdłuższych wpisów blogowych, wypadkowa co prawda dwóch wypraw ale i tak proszę wierzyć, że opis jest mocno skrócony, poza tym ominęliśmy kilka miejsc, do których zamierzamy powrócić w ramach nowej wycieczki. Świadczy to wszystko o bogactwie i potencjale turystycznym rejonu, wszystkim którzy odwiedzają Smoleń proponujemy nie skupiać się na mocno przereklamowanym i zbyt wycenionym zamku a bardziej na okolicach, które kryją ogrom jurajskiego piękna.  To tyle na dzisiaj…Wkrótce nowe wpisy 🙂

Siedlec – Pabianice – Olsztyn, czyli w poszukiwaniu skałek i balonów

W zeszły weekend udaliśmy się oczywiście na Jurę. Tym razem, rozpoczynając trasę we wsi Siedlec w gminie Janów. PKS dowiózł nas z Częstochowy praktycznie prosto pod pierwszą skałkę, jaką mieliśmy w planach. „Kozickowa”, bo tak się nazywa, jest przy samej trasie, w oddali widać pustynię „Siedlecką”, a także rozpościera się ładny widok na okoliczne łąki.

Kolejny kierunek, to „Góra Laski”, na której znajdują się niewielkie, choć urokliwe skałki. „Spenetrowaliśmy” teren, porobiliśmy trochę zdjęć. Skałki są mocno obrośnięte, ale warte zobaczenia.

Mieliśmy dużo czasu więc na chwilę zboczyliśmy z zaplanowanego szlaku i udaliśmy się w miejsce, gdzie już byliśmy w tym roku, ale w okresie zimowo-wiosennym, czyli na „Górę II”,

by spędzić trochę czasu przy skałce „Duch”. Ładnie położona, dość blisko od szutrowej drogi, łatwo ją wypatrzeć. Odpoczęliśmy tu chwilę oglądając pobliskie ostańce i „łypiąc” na prawo i lewo, czy aby nie ma gdzieś wilków, bo już drugi raz widzimy ślady bardzo dużych „łapek” 🙂

Następnie leśnym duktem udaliśmy się w stronę wsi Pabianice, gdzie kolejna ładna skałka ukazała się naszym oczom, najpierw mocno zarośnięta i zakrzaczona „Skałka Janosika”, a potem „Skała Pabianicka” z figurą Matki Bożej Zawierzenia. I tu kolejny odpoczynek.

Dalej już drogą wśród łąk i pól, mijając opuszczoną „wioskę indiańską”, czerwonym szlakiem szliśmy w stronę Zrębic. 

Tam oczywiście obowiązkowe „przysiądnięcie” na „Skałkach Idziego”, świetna „miejscówka”, bo ładne widoki na okoliczne wzgórza, które kuszą, by je odwiedzić. 

Ze Zrębic czarnym szlakiem, mijając „Górę Knieja”, dotarliśmy do Olsztyna, by tam nasycić się widokami i odsapnąć, po ponad 20 km pieszej wędrówki.

Trafiliśmy na „III Jurajski Festiwal Sztuki i Wina”, a także na „XXXIV Balonowe Mistrzostwa Polski”, więc udało nam się jeszcze „popstrykać” trochę „imprezowych” fotek.

Świetna trasa, piękny dzień, pogoda dopisała. Oby jak najwięcej takich dni. Polecamy te okolice!

zdjęcia: weekendnaszlakublog

Pilica – Smoleń – Złożeniec – Ryczów, czyli w poszukiwaniu mniej znanych „ostańców”.

   Nasza kolejna wycieczka rozpoczęła się w Pilicy, do której dojechaliśmy busem z Zawiercia. Bardzo przypadło nam to gustu to miasteczko, już wiele razy rozpoczynaliśmy nasze weekendowe wypady właśnie z tej miejscowości. Tym razem zmieniliśmy sobie nieco drogę, najpierw wzdłuż zalewu, następnie „żółtym” szlakiem rowerowym wśród przepięknych pól, udaliśmy się w kierunku Smolenia. Widokowo rewelacja. Cudowne przestrzenie, co widać na poniższych fotkach. Zakochaliśmy się w tej trasie!

Samego zamku w Smoleniu nie zwiedzaliśmy  po raz kolejny, ale udaliśmy się prosto do tak zwanego „Jurajskiego Parku” – ukrytych w lesie znanych wspinaczom skałek takich jak: „Salceson”, „Szczurek”, „7 projektów” czy „Kalafior”. Robią wrażenie. 

„Popstrykaliśmy” trochę zdjęć i dalej w drogę, w poszukiwaniu skały „Wróblowej”. Przez chaszcze i krzaki jakimś cudem dotarliśmy do niej i choć miejscówka niezła, to zajęta przez wspinaczy, więc nie mogliśmy szczegółowiej „popstrykać”. 

Następnie wyruszyliśmy w stronę „Biśnika” – kompleksu skalnego, gdzie lekko już zmęczeni, zjedliśmy przepyszne udka kurczaka z rożna, zakupione w Pilicy (o dziwo nie wystygły). Krótki odpoczynek i dalej w drogę: szlakiem „czerwonym”, pieszym przez las, a następnie „czarnym” do Złożeńca.

Po drodze udało nam się jeszcze znaleźć piękną, skrytą w lesie skałę o nazwie „Ruskowa Skała”. 

Dotarliśmy do skraju wsi Złożeniec – Pustkowie i później już obrzeżem rezerwatu „Ruskie Góry” „czarnym” szlakiem szliśmy i szliśmy, i szliśmy… prosto do Ryczowa.

Długa to trasa, nieco męcząca, ale znów świetna, jeśli chodzi o wrażenia, widoki etc. Kolejne kilometry w nogach, ale bardzo to lubimy. Uwierzcie, że to większa frajda niż podróżowanie samochodem, którym nie wszędzie da się dojechać. I nawet jeśli potem leczy się opuchnięte stopy, to wysiłek jakim okupiona została wycieczka wprawia w świetny nastrój. I wtedy właśnie czujemy, że żyjemy i że odpoczywamy! 🙂 

zdjęcia: weekendnaszlakublog

Kiełkowice – Karlin – „Kopaniny” – Podzamcze – czyli „przedlecie” na Jurze :)

Sobotnia, czerwcowa wyprawa….jeszcze nie lato, jeszcze wiosna ale wkoło było czuć typowo letnie klimaty: zieleń pól, maki, chabry i przede wszystkim rzepakowe pola w rozkwicie. Do tego piękna, słoneczna pogoda, wysoka, może nawet ciut za wysoka temperatura – czyli jurajski raj 🙂 Wyprawę rozpoczęliśmy tradycyjnie z Zawiercia skąd miejską „siódemką” pojechaliśmy na ostatni przystanek jaki znajduje się pośrodku wsi Kiełkowice koło Podzamcza. Tam tradycyjne odwiedziny lokalnego sklepu i w pełni zaopatrzeni ruszamy w drogę. Prowadzi ona lokalną, boczną, wąską drogą w kierunku wsi Karlin przez przysiółek „Łąki”. Piękne okoliczności przyrody po drodze….z jednej strony trochę domostw z drugiej polne przestrzenie, lasy i z daleka widoczne, skryte w lesie wapienne ostańce.

Idziemy przez wspomniany przysiółek „Łąki” i wkrótce docieramy do wsi Karlin, administracyjnie należącego już do Zawiercia. Tutaj mamy dwa cele: skała „Nad Wsią” i „Las Dworski”. Zaczynamy od tego drugiego…”Las Dworski” to leśne wzgórze przecięte efektownym wąwozem, kryjące sporo ładnych ostańców.

Tradycji stało się zadość…troszkę pobłądziliśmy, trochę przekombinowaliśmy wybierając okrężną drogę z pominięciem szlaku…ale jakoś wreszcie w zaplanowane miejsca. Typowo leśne wzgórze…wysokie drzewa, wieczny mrok, mnóstwo roślinności, zwierząt.

Docieramy wkrótce do miejsc usianych efektownymi skałkami znajdującymi się po lewej jak i prawej stronie wąwozu. Spędziliśmy tutaj dłuższą chwilę poszukując co bardziej efektowne skały…

Po „zaliczeniu” tego co chcieliśmy, czyli odnalezieniu skrytych skał, podążamy z powrotem w kierunku wsi, teraz już grzecznie szlakiem wzdłuż wspomnianego wąwozu. Po dojściu do wsi zaliczamy kolejny zaplanowany obiekt, czyli skałę „Nad Wsią” – wybitny, bardzo malowniczy kompleks skalny, ze szczytu którego podziwiać można piękne krajobrazy.

Po spędzeniu dłuższej chwili na szczycie skały i nasyceniu się widokami (też posileniu się 🙂 ) Schodzimy ze wzgórza i ruszamy w dalszą drogę…początkowo idziemy jedną z lokalnych uliczek wsi by następnie skręcić najpierw łąkami i lasem a następnie szosą w kierunku wsi Bzów.

Tym razem nie docieramy do samego Bzowa – wsi o której już kiedyś opowiadaliśmy, zatrzymujemy się przy polach pod Bzowem…ogromnej przestrzeni porośniętej częściowo zbożami, częściowo rzepakami, wśród których licznie rosną maki i chabry. Przepiękne miejsce, raj dla oczu…

Ruszamy dalej…opuszczamy wygodną drogę z Karlina do Bzowa, skręcamy w lewo w leśną drogę. Następnym celem był odnalezienie schowanej w lesie, mało znanej skały „Kopaniny”. Tym razem bez błądzenia udało się ją szybko odnaleźć, wystarczyło w pewnym miejscu skręcić w kolejną polną dróżkę a następnie miedzą, między lasem a polami dojść do lasu gdzie kryje się wspomniany „ostaniec”.

Opuszczamy to interesujące miejsce z ładną skałą „Kopaniny”, kierujemy się dalej miedzą między polami a lasem na azymut i czuja do lasu w poszukiwaniu „czerwonego” szlaku. Udało się to bez większych problemów. Teraz leśną drogą zgodnie za szlakiem kierujemy się do Podzamcza. Zmęczenie mocno daje oznaki, zwłaszcza że to upalny był dzień a droga prowadzi teraz przez piachy…

Wreszcie dochodzimy w rejon Podzamcza…Mijamy tym razem „Górę Birów” ale za to na chwile odwiedzamy następne skalne wzgórze „Suchy Połeć”, gdzie przysiadamy chwilę delektując się widokami na pobliski zamek „Ogrodzieniec” i okolicę.

Ostatnie chwile tej długiej, męczącej, pełnej wrażeń trasy spędziliśmy tradycyjnie już pod samym zamkiem oczekując na busa do Zawiercia.

Zapewne nie raz tam powrócimy przy okazji innych tras. Zachęcamy do odwiedzenia miejsc, które tu pokazaliśmy 🙂

zdjęcia: weekendnaszlakublog

Ryczów – „Dupnica” – „Ruskie Góry” – czyli błąkanie po jurajskich ostępach

Ryczów to malowniczo położona wieś w gminie Ogrodzieniec, w pobliżu Podzamcza. Już wspominaliśmy nie raz o tym miejscu, bowiem jest to jedno z naszych ukochanych miejsc na Jurze, gdzie często powracamy. Tym razem celem naszej wyprawy było odnalezienie mniej znanych miejsc, skał skrytych w leśnych ostępach. Z centrum wsi (studnia) ruszyliśmy ulicą „Basztowa”,  na końcu której w lesie znajdują się ruiny średniowiecznej strażnicy obronnej. Spędziliśmy tu kilka chwil…

Następnym celem naszej wyprawy było odnalezienie grupy skał na na wzgórzu „Dupnica”, znajdującym się opodal drogi do wsi Złożeniec. Już kiedyś tu byliśmy i trochę pobłąkaliśmy mijając najlepsze obiekty tego miejsca. Tym razem udało się trafić i odkryć przepiękne miejsce, sektor skalny mocno schowany w lesie. Efektowne ostańce, schroniska i przede wszystkim 10m długości tunel skalny.

Warto wdrapać się na szczyt największej ze skał, na której znajduje się ładny punkt widokowy na okolicę.

Po dłuższym pobycie w tym uroczym miejscu ruszyliśmy dalej do kolejnego miejsca, które mieliśmy odkryć…Miejscem tym jest wzgórze „Długa Góra”, leżące po drugiej stronie wspomnianej szosy na Złożeniec. Można powiedzieć, że jest to przedgórze „Gór Ruskich” – kompleksu kilku wzgórz, jednocześnie rezerwatu. „Długa Góra” leży bardziej na uboczu, skryta w gęstym lesie z boku szlaku i trudno tam trafić. Nam się tu udało po chwilowym błądzeniu przez krzaki i lasy. Piękne to miejsce, kryjące wśród gęsto rosnących drzew, liczne,  efektowne, wapienne ostańce.

Następny cel naszej wyprawy to rezerwat leśny „Ruskie Góry”, olbrzymi kompleks składający się z kilku leśnych wzgórz kryjący w sobie mnóstwo wapiennych ostańców, schronisk, jaskiń i malowniczych wąwozów. Wędrówka nasza prowadziła z dala od szlaku a zatem trochę pobłądziliśmy ale to już taka nasza tradycja 🙂

Błąkając bezimiennym wąwozem, tracąc trochę orientację w terenie dotarliśmy do znanego już nam kolejnego wąwozu o nazwie „Wąwóz Ruska”, kryjącego kolejne piękne ostańce i jaskinię „W Straszykowych Skałach”.

 

Po przejściu wspomnianego „Wąwozu Ruska” dotarliśmy do znanego nam dobrze i wspomnianego kiedyś pasma „Straszykowych Skał”, gdzie spędziliśmy kilka chwil, posilając się, dając chwilę odpocząć strudzonym nogom…

I to w zasadzie wszystko…dojście do początku naszej wyprawy, czyli do centrum Ryczowa a następnie powrót do Zawiercia, skąd PKP do domu. To była długa, męcząca wyprawa, pełna wrażeń, udało się odnaleźć sporo nowych miejsc i odwiedzić ponownie te już znane. Polecamy…my wrócimy znowu 🙂

Weekend na Jurze – Podzamcze – Żelazko – Ryczów – Podzamcze

   Nasz niedawny, majowy jeszcze wypad miał się rozpocząć we wsi Żelazko. Mieliśmy z Zawiercia podjechać busem prosto do miejscowości Żelazko, by stamtąd udać się na poszukiwania okolicznych skałek i po prostu „połazić” po ulubionych terenach. Niestety bus zrobił nam psikusa i nie przyjechał. Stwierdziliśmy zatem, że dojedziemy do Podzamcza, a stamtąd już do Żelazka po prostu dojdziemy co mocno wydłużyło nam trasę…

Warto było zjawić się pod zamkiem z samego rana, kiedy jeszcze nie ma ludzi, wspinaczy, hałasu i chaosu. Niezwykłe doznanie, bo zamek i okoliczne tereny bez tłumów prezentują się wspaniale. Cicho i spokojnie…

 

Z Podzamcza, udaliśmy się w stronę wsi Żelazko, najpierw asfaltową szosą, a potem duktami przez las, mijając Kolonię Ryczów.