„Pętelka”: Podzamcze – Bzów – Karlin – Podzamcze

Piękny to był dzień…aczkolwiek nie zanosiło się, bo to święto było, a zatem problemy z komunikacją, czyli, czym tam dojechać i czy w ogóle…

Tym razem wymyśliliśmy sobie trasę – „pętelkę” w znane nam dobrze rejony, częściowo już opisane na naszym blogu.

Z Zawiercia (i tu był wspomniany w tytule problem) busem dotarliśmy do Podzamcza, skąd czerwonym, rowerowym szlakiem podążyliśmy w stronę miejscowości Bzów. Asfaltowa droga prowadziła pomiędzy łąkami, polami i lasami co o tej porze roku gwarantowało przepiękne wrażenia wzrokowe. Łąki, polne kwiaty, drzewa…wszystko w rozkwicie, „kakofonia” kolorów, bajkowy świat…

Pierwszym, konkretnym miejscem na szlaku była miejscowość Bzów, wsi spokojna urokliwie położona wśród pól i kolorowych łąk z wyraźnym jurajskim akcentem. W centrum wsi skręcamy w polną aczkolwiek asfaltową już drogę w kierunku Karlina. Wciąż towarzyszą nam przepiękne widoki, pola łąki w rozkwicie oraz górujący na wzgórzu nad  wsią, efektowny, malowniczy ostaniec skalny zwany „Skałą Rzędową”.

Chwila odpoczynku pod wspomnianą skałą w towarzystwie miłośników wspinaczki skałkowej, kilka fotek i idziemy dalej…wspomnianą asfaltową drogą w kierunku Karlina – wsi, przysiółka Zawiercia. W pewnym jednak miejscu zbaczamy z wygodnej drogi i odbijamy w polno – leśną dróżkę. Celem naszym jest odnalezienie skałki oznaczonej na mapie jako „Biały Kamień”. Nie było to trudne zadanie bowiem ostaniec leży przy samej drodze. Piękna, efektowna to skała jednak jej walory widokowe, skutecznie zakrywają krzaki i drzewa. Skała jest znana i odwiedzana przez wspinaczy skałkowych i dzięki nim to waśnie część krzaków jest wycięta przez co coś można jeszcze tam zobaczyć. Warto wdrapać się na szczyt (co kosztuje troszkę wysiłku) i zaliczyć widoki na okolicę, przy okazji pstryknąć kilka fotek…

DSC08601DSC08603DSC08608DSC08613DSC08614DSC08615

Daleka droga przed nami…zatem długo nie siedzimy przy wspomnianej skale „Biały Kamień” i idziemy dalej. Polna drogą po kilkuset metrach dochodzimy do centrum wsi Karlin, pięknie położonej miejscowości będącej obecnie administracyjnie częścią Zawiercia.

DSC08616DSCN5459DSCN5467

Miejscem naszym, docelowym w tejże miejscowości był wybitny, bardzo efektowny ostaniec „Skała nad wsią”. Wdrapaliśmy się na szczyt skały skąd roztaczają się piękne widoki na wieś i okolice…spędziliśmy tam dłuższą chwilę, a to odpoczywając, a to posilając się oraz robiąc dużo fotek.

Pięknie tam…aż nie chce się odchodzić a jednak trzeba czas upływa nie ubłagalnie, a droga jeszcze daleka. Schodzimy ze skały i z centrum wsi ruszamy czerwonym, pieszym szlakiem w kierunku Podzamcza najpierw drogą asfaltową a po jakimś czasie leśną, piaszczystą co przy sporym upale kosztowało nas sporo wysiłku… ale piękne okoliczności przyrody odpłaciły nam ten trud.

DSC08643DSC08644

DSCN7721

DSCN7725DSC08648

Po kilku kilometrach ostrego marszu docieramy w rejon Podzamcza, miejscowości z której wyruszyliśmy. Wracamy jednak z inne strony przechodząc obok góry Birów, o której wspomnimy innym razem. Upał i trud dał się mocno odczuć…już na nic ochoty i sił..byle dojść pod zamek „Ogrodzieniec” (o którym co jakiś czas wspominamy w innych wpisach) i dłużej odsapnąć. Tradycyjnie robimy sobie w okolicach ruin dłuższy odpoczynek połączony z małym co nieco – posiłkiem 😉

Czekając na powrotny bus do Zawiercia spędziliśmy dłuższą chwilę nie bezpośrednio przy zamku a na niepozornej może skałce, z której jednak delektować można się przepięknymi widokami na okolicę, zwłaszcza, że pogoda sprzyjała…

DSC08653DSC08654DSC08657DSC08658DSC08660DSC08661DSC08663DSC08667

W tychże pięknych okolicznościach przyrody szybko czas nam minął…czas wracać do blokowiska…Wrócimy tam jeszcze nie raz nie dwa…coś tam bowiem umknęło nam po drodze 😉

Tradycyjnie polecamy, zachęcamy do odwiedzenia miejsc, tras, którymi my podążamy 🙂

zdjęcia: weekendnaszlakublog

Podzamcze -> Ryczów -> Straszakowe Skały

   Piękna, prawie już letnia, pogoda sprzyjała nam w ostatnim weekendowym wypadzie w rejony zawierciańskie, które są jednymi z naszych ulubionych. Z Zawiercia pojechaliśmy busem do Podzamcza, a tam chwilka spędzona przy zamku, gdy jeszcze nie było tłumów.

I w drogę, znów sporo kilometrów piechotą. Celem były „Straszakowe Skały” w Ryczowie, do których dotarliśmy po południu, mijając najpierw miejscowość Kolonia Ryczów, troszkę błąkając w poszukiwaniu różnych skałek leżących w okolicach. Natrafiliśmy przykładowo na skałkę „Szczebel”, ciężko było się do niej dostać, bo teren mocno „zakrzaczony” ale było warto, widok z jej szczytu przedstawia się tak:

Szliśmy dalej przez  łąki i lasy, po drodze robiąc zdjęcia, podziwiając wspaniałe widoki, i mijając przydrożne kapliczki.

Wreszcie cel został osiągnięty. „Straszakowe Skały” powitały nas po raz kolejny swoją monumentalnością i spokojem, choć było tam sporo miłośników wsinaczki skałkowej. Sprzyjała nam niezwykła przejrzystość i rześkość powietrza, czuliśmy się fantastycznie, choć już nieco zmęczeni. Na pewno tam jeszcze powrócimy.

Nasza wycieczka uwieńczona została odpoczynkiem na łące w Podzamczu, do którego powróciliśmy busem z Ryczowa. Z tyłu zamku odbywał się zlot jurajskich paralotniarzy, zatem mogliśmy popodziwiać ich umiejętności. To był cudowny dzień!

zdjęcia: weekendnaszlakublog

Grodzisko „Gąszczyk” k/Częstochowy

Dzisiaj kilka słów i fotek zaległych…z jednej z pierwszych, wiosennych wycieczek.

Autobusem miejskim nr 26 dotarliśmy do podmiejskiej dzielnicy Mirów, skąd już pieszo ruszyliśmy w drogę. Droga prowadziła czerwonym szlakiem w stronę Mstowa.

Na wysokości wzgórza „Przeprośna Góra” i sanktuarium św. Ojca Pio skręcamy w lewo w polna dróżkę, która doprowadzi nas do pobliskiego, zalesionego wzgórza (296 m n.p.m.) położonego w zakolu Warty pomiędzy miejscowościami Jaskrów i Siedlec.

Odnajdujemy tu wyraźne ślady prehistorycznego grodziska zwanego „Gąszczyk”.

„Grodzisko „Gąszczyk” to grodzisko podkowiaste typu wyżynnego w formie ufortyfikowanego cypla wysoczyzny, odciętego od zaplecza podwójną linią wałów i fos oraz naturalnymi jarami; usytuowane na wysokim wzgórzu nad przełomem Warty; pozostałość osad obronnych z okresu wczesnego średniowiecza i przypuszczalnie z czasów kultury łużyckiej…Grodzisko „Gąszczyk” ma formę nieregularnego czworoboku o powierzchni 0,98 ha, stanowiącego szczytową platformę wyniosłego, skalistego cypla wysoczyzny, usytuowanego w zakolu Warty, której dolina tworzy w tym miejscu malowniczy przełom wśród ciągnących się po obu stronach rzeki wysokich wzniesień. Pochylony ku krańcowi cypla majdan grodziska jest od północy i wschodu obwiedziony podwójną linią wałów zbudowanych z kamienia i glinki lessowej oraz fos, ze śladami bramy z pogłębioną fosą we wschodnim narożniku założenia. Zewnętrzna fosa tworzy jedną całość z głębokimi jarami, oddzielającymi teren grodziska od reszty wzniesienia. Na pozostałych odcinkach gród posiadał naturalne zabezpieczenie w postaci stromych stoków wzgórza, opadających ku rozległym mokradłom w dolinie Warty…” (http://www.it-jura.pl/pl/grody.php?go=gaszczyk)

Urokliwe, spokojne miejsce ukryte na leśnym wzgórzu…Po spenetrowaniu i „obstrykaniu” wszystkiego co się da ruszyliśmy dalej w drogę…minęliśmy wspomniane Sanktuarium św. Ojca Pio i trzymając się czerwonego szlaku podążaliśmy w stronę Mstowa, miejscowości o której pisaliśmy więcej w jednym z wcześniejszych wpisów.

Resztę dnia spędziliśmy we wspomnianym Mstowie odwiedzając raz jeszcze znane już nam miejsca, jak też odwiedzając te nieznane wcześniej.

Zainteresowanych tą miejscowością zachęcamy do odczytu naszego wcześniejszego wpisu…Ładna i zarazem „hardkorowa” (kilosy w nogach…) to była trasa, dobrze że słoneczko grzało 🙂 Polecamy, zapraszamy…my tam jakoś po drodze znowu wrócimy 🙂

18835402_1377502078995763_859858321_n

Rezerwat „Zielona Góra” k/Kusiąt

Kolejna wiosenna, weekendowa wycieczka…Tym razem powróciliśmy do znanych już nam okolic wsi Kusięta w gminie Olsztyn, a szczególnie do klimatycznego, leśnego rezerwatu „Zielona Góra”. I żeby nie było łatwo (jak to u nas bywa), wydłużyliśmy pieszą trasę od przystanku „Bursztynowa” w Mirowie k/Częstochowy, aż do samego Olsztyna, zatem trochę „kilosów” w nogach..:)

Od wspomnianego przystanku trasa prowadzi leśnymi duktami, ładnie zalesionymi i ukwieconymi. Okazja na świetne fotki…

Po kilku kilometrach marszu leśnymi ścieżkami w pewnym momencie zaczyna się wywyższenie terenu to znak, iż zbliżamy się do głównego celu naszej wyprawy czyli: rezerwatu „Zielona Góra”. Jest to ładnie zlokalizowane leśne wzgórze usiane efektownymi, wapiennymi „ostańcami” z najbardziej znanym chyba o nazwie „Diabelskie Kowadło”.

Oprócz pięknych skałek napotkamy tam efektowne schroniska skalne i jaskinię „W Zielonej Górze”

Wartym zachodu jest wdrapanie sie na szczyt wzgórza, kulminacyjny punkt widokowy, gdzie to spędziliśmy dłuższą chwilę, delektując się pieknymi widokami.

Po dłuższym odpoczynku, „zaliczeniu” wszystkich atrakcji i pstryknięciu dziesiątek fotek, zeszliśmy ze wzgórza i ruszyliśmy w dalszą drogę poprzez wspomnianą wieś Kusięta, by następnie polnymi, jakże pieknymi ścieżkami dotrzeć do Olsztyna. A tutaj tradycyjnie już dłuższy odpoczynek w okolicach zamku (chyba nigdy nam sie tu nie znudzi), a pod koniec dnia, autobusem podmiejskim powrót do Częstochowy…Piękna weekendowa wyprawa, polecamy, zapraszamy…:)

Ogrodzieniec -> Śrubarnia ->Żelazko -> Ryczów -> Podzamcze

Kolejna nasza trasa weekendowego wypadu rozpoczęła się w Ogrodzieńcu. Z Zawiercia udaliśmy się busem prosto do tego miasta, które okazało się dość chaotyczne. Mnogość uliczek i brak jakiegoś ciekawszego „rynku” ostudziły nasz zapał. Niemniej jednak kościół pw. Przemienienia Pańskiego z 1787r. choć zamknięty, uwieczniony został na fotkach.

Z Ogrodzieńca udaliśmy się w stronę wsi Śrubarnia. Kilka kilometrów szosą, troszkę nas zmęczyły, bo słońce przygrzewało dość mocno, ale nic to. Szło się dobrze, po drodze koniki, kwiatki, skała Niwień, z której szczytu również udało się pstryknąć zdjęcia. 

Po krótkim odpoczynku na trasie do wsi Żelazko odkryliśmy ciekawą kapliczkę przy skale, a także ukryte w lesie, na wschód od centrum Żelazka, piękne i monumentalne skałki. Las nagle zamienił się w zupełnie inny – taki jak w Sokolich Górach: mroczny, tajemniczy z jarami i rowami (być może przeciwczołgowymi).

Z Żelazka doszliśmy do Ryczowa. Tam, po odpoczynku, zdecydowaliśmy się na kilku kilometrowy spacer do Podzamcza, po drodze mnóstwo zieleni, przestrzeni, kilka pięknych skałek (Bolkowa, Gurdziel, w tle gdzieś daleko Straszykowe Skały), a w samym Podzamczu na zamku „Najazd Barbarzyńców”. Cała trasa dała nam lekki wycisk, ale warto było. Jak zawsze. Polecamy !

zdjęcia : weekendnaszlakublog.

Biskupice -> Zrębice -> Przymiłowice Kotysów -> Olsztyn

Wymyśliliśmy sobie ostatnio piękną pieszą trasę, bagatela ok. 20 km dróżkami i szosami Jury Krakowsko-Częstochowskiej. W samej Częstochowie wystarczy wsiąść w autobus podmiejski linii 67 w kierunku Biskupic i wysiąść po ok. 40-stu minutach na przystanku Biskupice-Kościół. Tam rozpoczyna się szlak prowadzący częściowo przez lasy Sokolich Gór. Wystarczy skręcić w lewo przed kościołem i udać się piękną polną drogę w stronę Sokolich Gór.

Wiosenne lasy Sokolich Gór przedstawiają się niezwykle, a śpiewające ptaki uprzyjemniały wędrówkę – koniecznie musimy wrócić tam w sezonie grzybowym.

Polnymi drogami doszliśmy do Zrębic. Przestrzenie, błękit nieba, czego chcieć więcej.

W Zrębicach nie zwiedzaliśmy już zabytkowego kościółka o którym możecie przeczytać w tej notce, ale odbiliśmy w stronę kapliczki i skałek św. Idziego. Tamże, krótki odpoczynek, kanapki, napoje, w miejscu bardzo przyjemnym, gdzie odkryte i odkrzaczone skałki prezentowały się świetnie.

W Przymiłowicach-Kotysowie (bardzo cichej i spokojnej wiosce) zauważyliśmy kilka ciekawych klimatów, stare domostwa, przydrożną kapliczkę.

A Olsztyn – wiadomo – to nasze miejsce na ziemi, gdzie właściwie wszędzie jest pięknie. Chwilę posiedzieliśmy przy Dziewicy i Szafie (nazwy skałek) przyglądając się wspinaczom, którzy tłumnie wylegli na łono przyrody, korzystając z pięknej aury. Przemieściliśmy się później już na wzgórze zamkowe, skąd panorama Olsztyna z jednej strony i panorama Sokolich Gór z drugiej – niezmiennie zachwyca. Powrót wieczornym autobusem linii 67 do Częstochowy zakończył nasz weekendowy wypad.

Serdecznie polecamy ten zakątek Jury dla długie pieszych lub, jak kto woli, rowerowych, wycieczek.

Zdjęcia : weekendnaszlakublog

Pilica

Dzisiaj powrócimy do Pilicy, miasteczka w powiecie zawierciańskim na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. We wcześniejszej notce opisaliśmy tylko sam Pałac w Pilicy (zdjęcie poniżej), który widzieliśmy od strony parku.

DSCN4885

Warto jednak udać się na tyły Pałacu, gdzie znajdują się potężne, niestety niszczejące, mury. Według źródeł, córka jednego z właścicieli Konstantego Wiśniowieckiego „Helena wniosła zamek w posagu w 1636 r. Stanisławowi Warszyckiemu z Dankowa. On rozbudował pałac, a w 1651 r. wzniósł potężne fortyfikacje otaczające zamek, w tym sześć murowanych bastionów z kazamatami połączonych murami kurtynowymi otoczonymi fosą o szerokości 20 metrów, dzięki czemu zamek stał się nowoczesną jak na ówczesne czasy twierdzą” (wikipedia). Oto kilka zdjęć, jakie zrobiliśmy :

Poza klasztorem, w Pilicy znajduje się również bardzo ładny kościół parafialny św. Jana Chrzciciela zbudowany w stylu gotycko-barokowym.

Innym ciekawym miejscem, jakie warto zobaczyć w Pilicy, jest Wzgórze św. Piotra, z którego roztaczają się przepiękne panoramy okolicznych pól i łąk Jury i samego miasteczka.

„Pierwotnie Pilica rozsiadła się na Wzgórzu św. Piotra, które wznosi się nieco na wschód od centrum dzisiejszego miasta. Rozwijała się tam do XIV wieku, kiedy osadę przeniesiono w inne, bardziej dogodne miejsce. To właśnie na Wzgórzu św. Piotra został zbudowany pierwszy kościół, który był siedzibą miejskiej parafii do początku XV wieku. Postawiony z drewna obiekt przetrwał do XVI stulecia, rozpadając się wreszcie ze starości. Wkrótce jednak świątynię odbudowano, również jako drewnianą. Pod koniec XVII wieku dostawiono do niej murowaną zakrystię, a w linii muru kościelnego wzniesiono dzwonnicę o konstrukcji słupowej, z latarnią na szczycie. Jeszcze w okresie międzywojennym w Pilicy uroczyście obchodzono odpust, przypadający w święto patronów starego kościółka. W styczniu 1945 roku kościół w Starej Pilicy spłonął podczas zaciętych niemiecko-radzieckich walk frontowych. Dziś na Wzgórzu św. Piotra możemy zobaczyć pozostałości: starą dzwonnicę, zakrystię, XVIII-wieczne, oryginalne ogrodzenie oraz nagrobki dawnego cmentarza, który otaczał świątynię (najstarszy pomnik pochodzi z 1852 roku). Malowniczości dodają temu miejscu wiekowe drzewa. Ze Wzgórza św. Piotra roztaczają się dookolne widoki na rozległe fragmenty Jury.”  (jura.slaskie.travel)

Spacerując po miasteczku, nieopodal Pałacu, natkniemy się na niewielki zalew, który zasilany jest przez rzekę Pilicę, rozpoczynającą się właśnie w okolicy zalewu i stanowiącą najdłuższy lewy dopływ Wisły.

DSCN6895

Za rzeką, na tak zwanym Zarzeczu znajdują się ruiny kościoła Świętych Walentego i Stanisława. Swego czasu stała tu świątynia będąca częścią zabudowań szpitalnych. „Pierwszy, drewniany kościół szpitalny, podlegający pilickiej kolegiacie, wzniesiono jeszcze w XVI wieku. Na początku XVII stulecia szpital i świątynia zostały przekazane Zakonowi Kanoników Regularnych św. Augustyna, którego członków nazywano popularnie Markami. Dzięki szczodrym nadaniom wkrótce zastąpili oni drewnianą świątynię – murowaną. Na początku XIX wieku, kiedy Pilica znalazła się na krótko w granicach Prus, kościół odstąpiono protestantom. W drugiej połowie tegoż stulecia popadł on w ruinę”(jura.slaskie.travel)

Dodajmy do tego wszystkiego urokliwe uliczki ze starą, niską zabudową, pięknymi detalami, na które warto zwracać uwagę, ciekawy rynek z odtworzonym budynkiem Ratusza i zabytkową studnią. Bardzo przyjemne miejsca.

Serdecznie polecamy Pilicę wszystkim, którzy lubią odwiedzać niezbyt znane miejsca na mapie, robić sobie jednodniowe wypady, ceniących ciszę i spokój małych miasteczek i piękne panoramy okolicznych pól, łąk, skałek widocznych w oddali.

(zdjęcia: weeekendnaszlakublog)